Czy minister Ziobro dokonał
okrutnej zrodni? Jeżeli tak to w jaki sposób i kto padł jego
ofiarą? Na te pytanie postara sie odpowiedzieć Jerzy Urban w
znakomitym artykule napisanym dla tygodnika „NIE”,
który za zgodą redakcji zamieściłem w serwisie.
Wbrew
pozorom (humorystycznie napisany) opisuje on bardzo ważne sprawy,
pokazuje jakie techniki są używane do ogłupiania społeczeństwa, proszę
o dokładne zapoznanie sie z jego treścią oraz po wysunięciu
wniosków skomentowanie na forum (DEBATA) .
"A Ziobro zarżnął kochankę"
Wyobraźmy sobie wybory. Marcinkiewicza diabli wzięli. Rząd dla odmiany
sformował Wojciech Olejniczak, zwariował więc ze szczęścia, przez co
mnie powołał na rzecznika. Wówczas ja występując
unowocześniłbym instrumenty propagandy w porównaniu z latami
80., kiedy tylko gadałem, niczego nie pokazując. Na konferencję prasową
przyniósłbym dziś nóż. O taki.
- To jest nóż - powiedziałbym - którym
były minister Zbigniew Ziobro mógł był zarżnąć swoją
kochankę. Oczywiście, jeżeli miał kochankę, co jest niezwykle
prawdopodobne. Ziobro bowiem to stosunkowo młody mężczyzna. Podoba się
wielu kobietom o marnym guście. Przy tym należy do partii objawiającej
homofobię. Tego, czy Ziobro miał kochankę, nie wiem, ale policja
sprawdza w trybie pilnym. Trwa śledztwo w sprawie. Zmierza ono do
ustalenia, czy ewentualna kochanka żyje. Jeśli zaś jest martwa, to czy
może została zadźgana nożem. Czy był to taki właśnie nóż i
czy ewentualnie należał on do Ziobry.
Nóż,
który państwu pokazuję, może kupić sobie każdy, a więc także
były minister Ziobro. Zarżnąć nim człowieka, w tym także kochliwą
dziewczynę, jest bardzo łatwo. Pokażę to na damskim manekinie. Minister
Ziobro mógł wbić nóż, jeśli go posiadał - proszę
spojrzeć - tu, w podbrzusze kochanki, jeżeli ją miał. O tak. Następnie
wbity nóż mógł ciągnąć ku górze
przecinając nieboraczce wnętrzności, czyli kochankę wybebeszył.
Prezentowany
nóż ma ostrze o długości 30 cm. Do przebicia serca
wystarczyłby byłemu ministrowi nóż o ostrzu
10-centymetrowym. Gdyby, podkreślam, gdyby Ziobro wbił nóż w
serce kochanki, a była ona nie nazbyt tłusta, po przebiciu serca ostrze
noża wyszłoby kochance Ziobry przez plecy na zewnątrz. Widzimy, że
wystaje ono z pleców manekina.
Posiadając
taki nóż były minister Ziobro mógłby także swej
przypuszczalnej kochance poderżnąć gardło. Po przecięciu aorty śmierć
następuje nieuchronnie. Podrzynam, osobom przesadnie wrażliwym radzę
więc zamknąć oczy.
Proszę państwa,
szanowni widzowie telewizyjni! Tu przede mną na stole leży połeć mięsa.
Zapraszam zgromadzone na sali redaktorki i redaktorów, aby
kolejno podchodzili do stołu i wbijali nóż w mięso. Ciach,
ciach, proszę nie mieć oporów. Przekonacie się, jak łatwo
nóż zagłębia się w tkance. Dziękuję bardzo, wystarczy, mięso
jest już posiekane tak, jak mogła być posiekana ewentualna kochanka
byłego ministra Ziobry.
Podkreślić
jednak muszę, że prokuratura, niestety, nie posiada na razie
dowodów, że coś takiego spotkało naprawdę hipotetyczną
kochankę Zbigniewa Ziobry. Nie ma także dowodów, że były
minister miał kochankę oraz że posiadał nóż. Ów
brak dowodów o niczym jednak nie świadczy, a już na pewno
nie wskazuje to, że Ziobro nie zamordował nożem z zimną krwią swej
przypuszczalnej kochanki.
Proszę zasłonić
okna. Wyświetlę teraz państwu fragment pierwszego filmu fabularnego
naszego wielkiego rodaka reżysera Romana Polańskiego pt.
„Nóż w wodzie”.
Wyświetlony fragment
filmu pokazał państwu, jak łatwo pan Zbigniew Ziobro mógł
się pozbyć narzędzia zbrodni, jeżeli był nim nóż,
którym mógł z łatwością zarżnąć swoją ewentualną
kochankę. Podsumowując: brak dowodów w postaci noża i
kochanki nie świadczy o tym, że pan Ziobro nie dokonał ohydnej, krwawej
zbrodni. Jak bowiem państwo widzieli, pozbycie się noża jest bardzo
łatwe, trwa zaledwie dwie sekundy. Dziękuję za uwagę.
Tak wyglądałaby
pozbawiona choćby jednego kłamstwa konferencja prasowa rzecznika rządu
Urbana w XXI wieku. Zgodnie z wymogami współczesności
ubarwiona byłaby bogatymi środkami wizualnymi. Ich stosowania nauczył
mnie mistrz propagandy PiS, teraźniejszy show-minister sprawiedliwości
i prokurator generalny Zbigniew Ziobro pokazując na konferencji
prasowej 20 czerwca maszynkę do niszczenia papierów. I
demonstrując, jak w parę sekund likwiduje ona każdy papierowy
dowód przestępstwa.
Pokaz ten miał na celu
zobrazowanie prawdy, że brak dowodów nie oznacza, iż PZU nie
finansował kampanii wyborczej Donalda Tuska, ponieważ PZU ma zapewne
niszczarki, a co za tym idzie w firmie tej z łatwością można się było
pozbyć kompromitujących Platformę Obywatelską papierów
wskazujących na finansowanie przez PZU kampanii Tuska.
Urządzony przeze
mnie pokaz funkcjonowania noża, którym Ziobro
mógł zabić swą kochankę, jeżeli ją posiadał, nie tylko
dokładnie odtwarza tricki propagandowe stosowane przez mistrza tej
sztuki ministra Ziobrę. O wiele ważniejsze jest to, że mój
pokaz noża tnącego manekin i mięso obrazuje sposób myślenia
i działania prokuratora generalnego IV RP. Jest on następujący: winien
jest każdy, kogo my wyznaczymy winowajcą. Brak dowodów winy
nie ma znaczenia dla publicznych osądów, gdyż tylko tego
dowodzi, że przypuszczalne dowody zniszczono, ukryto, usunięto.
Wystarczy udowodnić, iż było to technicznie wykonalne.
Tym sposobem każdy może
chodzić jako desygnowany przez ministra sprawiedliwości morderca,
złodziej, defraudant. Podkreślam słowo chodzić, gdyż nie siedzieć. Na
razie.
PS Udało nam się ustalić,
że billboardy PZU pokazujące wariatów na drogach wisiały tak
długo, jak opiewała umowa, co dokumentują ich fotografie z datami. A
więc nie zdejmowano ich, żeby wariatów zastąpić Tuskiem. W
PZU - wedle naszej niezłej wiedzy - nie niszczono
dokumentów. Ziobro więc z takim samym brakiem sensu
mógł zabawiać publiczność maszynką do kawy lub wibratorem do
pochwy.